Ciepłe promienie słoneczne wkradały się przez ciemne zasłony.Otworzyłam niechętnie zaspane oczy, i czym prędzej wyłączyłam drażniący moje uszy budzik. Godzina 6:30 - zakończenie roku szkolnego.Cieszyłam się, bo zaczynały się upragnione wakacje, lecz z drugiej strony, okropnie nie chciało mi się słuchać gadającej pierdoły dyrektorki. Tak, miałam trudny charakter. Wszyscy w rodzice od zawsze mi to powtarzali. Zwlokłam się powoli z łóżka, zarzuciłam na siebie szlafrok, i ruszyłam schodami do kuchni. Gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia, poczułam wspaniały zapach naleśników, które były moją słabością. Moja matka- Anne, nakładała je na talerz i przysunęła po stole w moją stronę. Usiadłam, polałam naleśniki bitą śmietaną i rozpuszczoną czekoladą
- pychota.
- Już myślałam, że nie wstaniesz Ellie. - mama wyrwała mnie z rozmyślań.
- No widzisz, jednak czasami się mylisz. - nie miałam ochoty na rozmowy.
Szybko zjadłam moją porcję naleśników i nie patrząc na rodzicielkę pobiegłam po schodach na górę. Włączyłam moją ulubioną płytę w odtwarzaczu i ruszyłam w stronę łazienki. Rozebrałam się i wskoczyłam pod prysznic. Ciepłe strużki wody sływały w szybkim tempie po moim rozgrzanym już ciele. Uwielbiałam to uczucie. Czułam, jak gdyby wszystkie moje problemy spływały ze mnie wraz z wodą. Wsłuchałam się w słowa piosenki This is War i odpłynęłam myślami w nieznane. Lubiłam tą muzykę. Rock. Był z przekazem, nie zawsze szczęśliwe teksty, przecież życie takie nie jest.
Po jakimś czasie wyszłam z łazienki już w miare przyzwoicie wyglądając. Wybrałam z szafki ciemne rurki, białą bluzkę i bluzę. Na głowę założyłam moją ulubioną bejsbolówkę. Do tego dorzuciłam jeszcze trampki i w pośpiechu łapiąc torbę, ruszyłam na zakończenie moich męczarni.
No matter how hard live is, don't lose hope ..
czwartek, 29 marca 2012
środa, 28 marca 2012
Bohaterowie .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


